WŁADCA MUCH -WILLIAM GOLDING (1954)






O bezludnych wyspach napisano już "tysionc pińćset" książek. Gorące słońce, piasek parzący w gołe stopy, orientalna flora i fauna, skóra schodząca z opalonych pleców... Albo drinki z palemką i pół nagie Malezyjki zaspokajające każdą zachciankę. Niepotrzebne skreślić. Nie raz, ani nie dwa, ba, nawet nie trzy razy marzyłam o tym, żeby znaleźć się w takim miejscu.  Bez pędu, wszechogarniającej konsumpcji, tam, gdzie nie będę czuła żadnej presji społecznej, przygniatającej jak głaz Syzyfa. Właśnie dlatego uwielbiam książki o bezludziach.

Co to jest, do jasnej ciasnej, ten cały Władca Much? Niby coś tam świta, że dzieci, że przemoc i.... to by było na tyle. A, i film też był. Zatem pozwolę sobie, jako, że i mnie oświeciło, dokonać ostatecznego unicestwienia Waszej niewiedzy. Ostrzegam, będzie drastycznie i bez patyczkowania. Władca Much to nie to co myślicie, czopki i mondzioły:


Władca Much to dokładnie to, co widzicie na okładce książki. Nie, nie ocipiałam jeszcze do reszty - przysięgam na katar Konieczki, że to prawda! Chcecie konkretów?  Władca Much to narodziny zła. Czyściusieńkiego, jak najlepsza koka. Kiełkującego powoli, acz konsekwentnie, rozpieprzając systemy wartości, smażąc na wolnym ogniu sumienie, żeby je zeżreć jak skwarkę na kopytkach. Mlask językiem i po sprawie.

Z katastrofy samolotowej ocalały tylko dzieci. Sami chłopcy - nie pytajcie dlaczego. Pewnie gdyby były z nimi dziewczynki sytuacja nie byłaby tak beznadziejna... Jak nietrudno się domyślić zaczynają urządzać świat po swojemu - bez dorosłych, ich zakazów, nakazów i całego tego szajsu. Niby nic, niepozorna, prosta jak drut fabuła. Ale w tym szaleństwie jest metoda - na jednolitym, nieskomplikowanym tle jaskrawiej widać degenerację, totalną degrengoladę, zepsucie do szpiku kości. Kogo? Ślicznych, grzecznych dzieciaczków!

Nie lubię dzieci. Dlatego nie dziwi mnie, że są często wykorzystywane jako główny motyw horroru. Są wredne, wyrachowane, cwane i podłe. Nie wierzycie? Poobserwujcie dzieci na placu zabaw. Nie interweniujcie, jak zaczną śmiać się z jakiegoś żałosnego zezowatego okularnika z odstającymi uszami, któremu właśnie wypadła jedynka. Niemniej jednak w kulturze dzieci uważane są za istoty czyste i niewinne. To dlatego horrory z dziećmi w rolach opętanych ("Omen"), czy po prostu złych ("Dzieci kukurydzy") odnoszą tak wielkie sukcesy. To przełamanie głęboko zakorzenionego obrazu dziecka przyprawia o dreszcze. U Goldinga świat dorosłych nie niszczy dziecięcej niewinności. To niedojrzałość budzi uśpione demony.

Zagadnienie zła to tylko jeden z wielu elementów książki. Mamy tu wiarę,władzę, tzw. "życie w stadzie", wartości i tak dalej, i dalej, i dalej.  Jeśli mam być szczera, to nie rozumiem, czemu tej książki nie ma w kanonie lektur szkolnych. A może to i dobrze? Wtedy nikt by jej nie przeczytał.


Podsumowanie: Generał******
Oprawa graficzna: 9/10  Oddaje ducha książki.

7 komentarzy:

  1. Świetna książka i właśnie warta przeczytania nie pod hasłem lektura szkolna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, książka świetna, chociaż nie jestem przeciwniczką kanonu lektur szkolnych. Jestem natomiast zdruzgotana tym, co teraz si e z owym kanonem wyprawia - lektury we fragmentach? WTF? Czytanie cegły za cegłą tylko po to, żeby zdążyć z omówieniem wszystkiego - chore! Niestety wiele osób zapomina, że winny jest tu system i obcinanie godzin lekcyjnych na rzecz np. religii czy przygotowania do życia w rodzinie, a nie poloniści, którym dostają się najgorsze baty ;)

      Usuń
  2. A jednak trochę szkoda, że w kanonie lektur brakuje czegoś takiego. Czytanie "na siłę" nie jest przyjemne, a zwłaszcza gdy czyta się książki, z których rozumie się piąte przez dziesiąte. Szkoda, że poloniści nie mają trochę więcej luzu w tej kwestii, a młodzież robi na akord.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, właśnie ściągnęłam ebooka i zamierzam się za nią zabrać. Chciałam to zrobić dużo wcześniej, ale jakoś nie ma jej w bibliotekach. Recenzja, nie powiem, bardzo zachęcająca. A wszystkie te "Igrzyska", "Gone", "Piąte fale3", "Więźień labiryntu" i inne tego typu rzeczy, które są teraz niesamowicie popularne, mam wrażenie, są właśnie mniej lub bardziej wariacja tego, co stworzył Golding.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam tylko "Igrzyska Śmierci" z tych przytoczonych przez Ciebie przykładów, ale nie wpadłabym na to, żeby porównać ich do "Władcy Much". Jeśli chodzi Ci o to, że tam dzieci mordowały dzieci, to nie jest to motyw zapoczątkowany przez Goldinga. Nie do końca wiem zatem, skąd akurat takie porównanie?

      Usuń
  4. Uwielbiam tę książkę, wstrząsająca. Pokazuje, że nie możemy uwolnić się od klasowości, pragnienia przynależności, reguł, stereotypów, itd., a z drugiej strony nienawidzenia tego wszystkiego i dążenia do ich zniszczenia, oczywiście w związku z czym tworzenia nowego systemu i zataczając błędne koło. Nie potrafimy żyć wszyscy w zgodzie, zawsze tworzą się choć dwa obozy, a następnie rywalizacja, albo konkwista. Nie ważne czy jesteśmy bardziej ucywilizowani czy sprymitywizowani, Golding przedstawił w tejże książce brutalne i wyrachowane streszczenie funkcjonowania społeczeństwa. Podsumowanie ludzkości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałaś w kilku linijkach to, co ja próbowałam napisać przez całą recenzję. Gratuluję, bo poszło Ci lepiej. Twoja wypowiedź to esencja tej książki.

      Usuń

Podziel się swoją opinią

Misja: K.S.I.A.Ż.K.A. Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.