PRZETRWAŁAM. ŻYCIE OFIARY JOSEFA MENGELE. - EVA MOZES KOR, LISA ROJANY BUCCIERI

wyd. Warszawa 2014

Chyba jak każdy przechodziłam kiedyś etap literatury obozowej. Czytałam górę książek na ten temat, oglądałam film za filmem. Teraz zwolniłam tempo, jednak zawsze z zainteresowaniem sięgam po nowości lub pozycje, których jeszcze nie miałam okazji przeczytać. Zwykle dostarczają mocnych wrażeń i mieszanych uczuć. Tym razem było nieco inaczej.

Pamiętacie filmy lub zdjęcia z oswobodzenia obozu z Oświęcimiu? Konkretnie chodzi mi o scenę, w której wyprowadzane są dzieci idące jeden z drugim ścieżką wyznaczoną przez ogrodzenie. Albo kadr na którym dzieciaki w za dużych pasiakach patrzą zza drutów prosto w oko obiektywu. W obu przypadkach autorka książki znajduje się na pierwszym planie. Dla mnie to było niepokojące uczucie - dziewczynka, której twarzy przyglądałam się w czasach podstawówki zastanawiając się, jak duża dzieli nas różnica wieku i jak radziła sobie do momentu wyzwolenia, pisze książkę. Trzymam ją teraz w ręku. To tak, jakbym znalazła się w świecie Harry'ego Pottera i zdjęcia nagle ożyły.

Eva Mozes po wojnie wyjechała do Stanów i jako dorosła kobieta postanowiła edukować ludzi i uświadamiać ich czym tak tak prawdę były obozy zagłady.  Niestety to się czuje. Z mojego punktu widzenia jest to jedyna i największa wada tej książki. Ewidentnie napisano ją dla czytelników z Zachodu, któremu jak krowie na rowie trzeba tłumaczyć takie podstawy jak to, że obozy nie były polskie, tylko niemieckie. Trzeba tłumaczyć, jak najprościej, co to jest Sonderkommando, Kanada, rampa. Trzeba mówić wprost, dokąd trafiali ludzie kierowani  "w tę drugą stronę" podczas selekcji. Dla polskiego czytelnika to po prostu marnowanie kartek. Nie lubię książek pisanych dla kogoś. Zdecydowanie wolę czytać osobiste teksty, tworzone tylko i wyłącznie dla samego autora, który chce w końcu zrzucić z siebie ciążące od lat brzemię, oczyścić się. Dopiero wtedy książka jest "prawdziwie prawdziwa".

Obraz II wojny światowej skierowany ku zachodnim krajom jest zawsze złagodzony. Da nich szokujące jest to, że dzieci musiały kraść ziemniaki, żeby utrzymać się przy życiu. Dla nas jest to tak oczywiste, że nie wymaga artykulacji. Książka przypominała mi trochę film "Chłopiec w pasiastej piżamie" - ambitny, lecz na naiwny, wyczyszczony z całego brudu. Zrobiony tak, żeby niczym maślak, ślizgiem, przeszedł odbiorcom przez gardło. Chyba nie o to chodzi, prawda? Najgorsza prawda jest zawsze najlepszym rozwiązaniem.


Mimo wszystko uważam, że ta książka jest potrzebna. Po to, aby amerykańska młodzież miała jakiekolwiek pojęcie, co działo się z tymi wszystkimi ludźmi. Lepsze takie, niż żadne. Niestety na Zachodzie nadal jest to czarna dziura w edukacji. W Polsce książka zda egzamin przy młodszych dzieciach - będzie idealnym wprowadzeniem do dalszej lektury. 
Dojrzalsi czytelnicy (celowo nie użyłam słowa"starsi", bo moim zdaniem wiek nie gra tu roli) wybiorą jednak pozycje, które autor pisze da samego siebie, a nie dla innych.

Podsumowanie:Sierżant***
Oprawa graficzna:10/10






Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu


6 komentarzy:

  1. Czytałam książkę. Jest mi smutno, że młodzież coraz mniej wie i chce wiedzieć na temat II wojny i Holokaustu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, na ie odnosi się to do polskiej młodzieży. Z moich obserwacji wynika (a mam jeszcze dostęp do źródła), że nie jest z tym u nas jeszcze najgorzej. Co innego na Zachodzie...

      Usuń
  2. Całe szczęście poza tymi ugładzonymi formami przekazu są też pozycje dla bardziej wymagających czytelników, dla obytych i oczekujących prawdziwego oblicza historii.
    Nie szkalujmy tak krajów zachodnich, bo ignorancja jest wszechobecna. My też mało wiemy o Wojnie Wietnamskiej.
    Sama spotkałam kilku Żydów (z młodego pokolenia), którzy nawet nie wiedzą gdzie leży Polska, więc może powstawanie takich książek nie jest bezzasadne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, dlatego napisałam na końcu, że książka jest potrzebna. Nie jest po prostu dla mnie.

      Usuń
  3. Książki nie czytałam, ale podobnie jak Ciebie historia Holocaustu i obozów zagłady bardzo mnie interesuje i lubię (choć to chyba nie jest odpowiednie słowo) książki poświęcone tej tematyce. Wydaje mi się jednak, że takie proste i łopatologiczne ujęcie tematu jest wręcz niezbędne dla czytelnika nie mającego bladego pojęcia o tym co się wtedy działo. Czym innym jest "wygładzanie" rzeczywistości - ono jest niewskazane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię, jak się traktuje czytelnika jak kretyna. Można pisać normalnie i ewentualnie pod gwiazdką dawać obszerniejsze wyjaśnienie. Ewentualnie zrobić znienawidzony przeze mnie słowniczek na samym końcu. A takie wyjaśnianie "na szybko" co jest co, żeby móc dalej iść z tematem jakoś mnie nie przekonuje, bo nie wnosi nic ani do narracji ani do głowy czytelnika. Wręcz przeciwnie - znaczna wiekszość uzna, że jedno zdanie z książki wystarcza i nie muszą już szperać. Chyba wolałabym, żeby nie było już żadnych wyjaśnień. Wtedy zakładam, że ten, co nie rozumie zacząłby szukać.

      Usuń

Podziel się swoją opinią

Misja: K.S.I.A.Ż.K.A. Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.