SCHUDNIJ W ZGODZIE ZE SWOJĄ GRUPĄ KRWI (2013) - DOROTA AUGUSTYNIAK-MADEJSKA, BOŻENA BIERNOT

Diety odchudzające mają to do siebie, że są kompletnie nieskuteczne. Owszem, człek się stara, nie je lub je to, czego nie lubi (nie wiem, co gorsze), traci kilogramy i jak już w końcu waga pokaże dwie upragnione cyferki, w nagrodę stawia sobie piwo. Albo czekoladę. Albo porządny schabowy. Albo wszystko razem. I gdzie tu skuteczność?

Autorki książki, o której dzisiaj piszę, wyszły z założenia, że tajemnica tkwi w poznaniu własnego organizmu. Wychodząc naprzeciw jego oczekiwaniom, można nie tylko schudnąć, ale nową wagę zachować. Tak mówią i sięgają do ciekawej teorii o zakodowanym w grupie krwi jadłospisie. 

Z teorią tą już kiedyś się zetknęłam, bardzo pobieżnie, ale mniej więcej wiedziałam, o co chodzi. Sięgnąć po ten poradnik zmusiła mnie ciekawość oraz ostatnio nurtujące mnie pytanie, dlaczego dieta-cud MŻ, potocznie mówiąc "mniej żreć", zupełnie u mnie nie działa. Ograniczenie posiłków owszem, doprowadziło do zmniejszenia żołądka i najadamy się mniejszymi porcjami, jednak efektów nie widzę ani na wadze, ani w rozmiarach ubrań.

Wybiegając nieco do przodu, bo będzie to notka długa, prawdopodobnie znalazłam odpowiedź na moje pytania w Schudnij w zgodzie ze swoją grupą krwi. Jednak moja świadomość przechodzi w danym momencie etap negacji i najchętniej w ogóle zapomniałabym, że ten poradnik przeczytałam. Ale po kolei.

Teoria grupy krwi wiąże się z etapami rozwoju ludzkości - każda z grup powstała w innym czasie, dlatego niektórzy posuwają się do stwierdzeń, że to właśnie we krwi mamy zakodowane, co możemy jeść, aby nie szkodzić zdrowiu i figurze. Organizm człowieka przystosowywał się do warunków i dostępnej w danym momencie żywności, więc odpowiednio grupa krwi, która w tym czasie miała pecha się wykształcić u homo sapiens, zakodowała w sobie te, a nie inne, upodobania naszych przodków.

Dla przykładu, "grupa A powstała, gdy dostępność do mięsa zwierzęcego stawała się coraz bardziej ograniczona. (...) W miarę zmian w sposobie żywienia ewoluował również organizm. Zdecydowanie mniejsze możliwości pozyskania mięsa spowodowały istotne modyfikacje w układzie pokarmowym." Modyfikacje te, są to m.in. inny poziom kwasu żołądkowego, który utrudnia trawienie białka zwierzęcego. Dlatego spożywanie mięsa przez nosicieli krwi grupy A ma powodować zatrzymanie płynów i ociężałość. Nie stosowanie się do gustów żywieniowych swojej krwi może prowadzić nie tylko do tycia, lecz również (jak informują autorki) do zaburzeń metabolizmu, a nawet raka żołądka. 

Argumentacja autorek jest dość logiczna - wyjaśniają, dlaczego organizm grupy A ma problemy z trawieniem pewnych substancji, albo dlaczego odkładanie się tkanki tłuszczowej może być niebezpieczne. Dlatego zanim przeszłam do zgłębienia tematu, wzięłam długopis i zrobiłam żyweniowy rachunek sumienia. 

Podstawą mojej diety jest mięso. Mięso czerwone, w postaci najróżniejszej, poczynając od kabanosów, na tatarze kończąc. Jem dużo kurczaka, choć to mięso jest dla mnie często bez smaku. Ryby. Lubię, bardzo, choć nie wszystkie. Uwielbiam wędzoną makrelę i łososia. Warzywa? Czemu nie. Pomidory, paprykę, ziemniaki, kapustę, sałatę, pieczarki, oliwki. Owoce - wszystkie, ale na porządku dziennym są te najłatwiej dostępne, czyli pomarańcze i banany. Muszę też dodać, że jem to wszystko "od zawsze".

A teraz, panie i panowie, dlaczego książka ta wdeptała mnie w ziemię tak głęboko, że można byłoby nade mną sadzić kwiatki. Jako przedstawicielka grupy A, absolutnie nie powinnam żreć mięsa. Okazuje się, że mój organizm nie potrafi trawić tego, co mięsne, mało tego, nie umie neutralizować szkodliwych substancji. Powinnam mięso zamienić rybą, byle nie wędzoną. Z warzyw koniecznie należy wykluczyć szkodliwe dla mojego żołądka paprykę, pomidory, oliwki, ziemniaki, kapustę, pieczarki. Pewnie już się domyślacie, co było dalej. "Zdrowia nie przysporzą ci również banany i rabarbar." No i pomarańcze - w moim przypadku szkodliwe dla błony żołądka. UPS.

Jeżeli wierzyć książce, to od dzieciństwa odżywiam się zupełnie nieprawidłowo, wręcz szkodliwie. Jem wszystko, z czym mój żołądek nie potrafi sobie poradzić. Okazuje się, że o wiele zdrowszy był dla mnie mój studencki jadłospis, gdy w dzień zjadałam jedną-dwie buły i dopychałam wieczorem innym shitem ze sklepu spod akademika. Mięsa nie było zbyt wiele, warzyw też, ziemniaki jedynie okazyjnie, a z owoców jedynie jabłka. 


Ja zdecydowanie jestem tym mięsożernym
Staję więc przed ogromnym dylematem. Jeżeli rady autorek poradnika wezmę do serca, musiałabym zmienić w moim jadłospisie wszystko. I, co gorsza, nawet nie mam pomysłu, co mogłabym jeść, jeżeli zrezygnuję z mięsa. Ba, nawet warzywa, te zwyczajne, z warzywniaka, będę musiała omijać z daleka. Szczerze, to już dukanowa dieta była dla mnie łatwiejsza do zaakceptowania (na marginesie: -13 kg w 3 miesiące, jojo + 20kg w rok ). Siedzę więc i dumam. 

A teraz słów kilka o samej książce. Abstrachując od wątpliwości, które przedstawiłam wyżej, Schudnij w zgodzie ze swoją grupą krwi jest udanym poradnikiem. Opatrzony został mądrym wstępem oraz szerokim rozdziałem, poświęconym najczęściej popełnianym błędom żywieniowym. Autorki wyczulają na spożywanie odchudzających suplementów, na szkodliwe nawyki i podkreślają wagę snu i relaksu dla twojego samopoczucia i łaknienia (jest to chyba najmocniejsza strona książki). Tłumaczą też zachodzące w organizmie procesy i ich wpływ na sylwetkę. Swoją prace kończą przykładowym 10-dniowym jadłospisem, dopasowanym dla każdej grupy krwi. Wspominają też o zasadzie 1500 kcal, o której pisałam przy okazji recenzji Dziennika diety. Nowe, dobre dla twojego organizmu jedzenie, połączone z mniejszą ilością kalorii, niż potrzebujesz na codzień, ma dać widoczne i trwałe efekty. 

Zostało jedynie dać się przekonać. Jeżeli wśród naszych czytelniczek są osoby, którym udało się z powodzeniem zmienić nawyki żywieniowe z dietą, zgodną z grupą krwi, to proszę o kontakt. Ponieważ w tym temacie sama moja motywacja nie wystarczy.  



Podsumowanie: porucznik ****
Oprawa graficzna: 5/6 choć dość typowa dla tego typu poradników
Egzemplarz recenzencki: wyd. Sensus

3 komentarze:

  1. Nie lubię takich poradników. Uważam, że pisane są tylko po to, żeby zarabiać pieniądze, a nie rzeczywiście pomóc.
    Grupy krwi kiedyś może rzeczywiście tworzyły się w pewnych warunkach, ale to było tysiące lat temu! Dziś żyjemy zupełnie inaczej i to, że nasi przodkowie z grupą A nie jedli mięsa, dla naszego współczesnego organizmu nie ma żadnego znaczenia.
    Ale podobno, jeśli ktoś w coś mocno wierzy, to i tak zdziała cuda. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też chcę usłyszeć opinie innych osób :)
      Co do poradników - zależy, ale jak jest napisany mądrze (ten jest), to można w nim znaleźc sporo przydatnych informacji. Tutaj np. jest sporo o najczęściej popełnianych błędach, o psychologii odchudzania (np. że o sylwetkę owszem, nalezy dbać, ale nie należy odchudzać się dla samego odchudzania) i sporo in. rzeczy, nie związanych bezpośrednio z samą koncepcją diety grupy krwi.

      Usuń
  2. Jak ja nie cierpię takich książek. Czyli wszyscy mający określoną grupę krwi powinni się odżywiać w określony sposób!? Sorry ale nie kupuję tego! Proponuję: racjonalne odżywianie i sport.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią

Misja: K.S.I.A.Ż.K.A. Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.