PRZEBUDZENIE - STEPHEN KING (2014)

wyd. Prószyński i S-ka 2014
Kolejna książka Kinga pojawiła się w mojej kolekcji. Oczywiście przy okazji premiery tu i ówdzie pojawiały się dyskusje, czy autor aby nie stracił już swojego polotu i czy nowe powieści dorównują tym pierwszym, osławionym i zekranizowanym. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych książek Kinga, jakie ostatnio wyszły. 

Przede wszystkim czuć tu kingowski kimat. Pełną gębą. Na początku prostolinijna, ciepła opowiastka o spokojnych mieszkańcach prowincjonalnego miasteczka. Potem robi się coraz gęściej, mroczniej, ciężej. Atmosfera porównywalna do przedburzowego powietrza zatrzymującego się w połowie drogi do płuc. A co potem?! JEBUDU! Gromy i błyskawice. Znów cisza.

Religia jest niemalże stałym elementem prozy Kinga. Fanatycy potrafią wymyślić takie rzeczy, że meteoryt uderzający w ziemię czy jakakolwiek inna wersja końca świata to przy nich pryszcz. Jeśli się głębiej nad tym zastanowić, to jakieś 80% okropieństw, jakie człowiek wyrządził drugiemu człowiekowi było wykonywanych z imieniem boga na ustach. Różni to byli bogowie, ale zasada pozostaje ta sama. W "Przebudzeniu" też mamy fanatyka. Jego bogiem jest elektryczność.

[UWAGA MAŁY SPOJLER!]
Nietrudno się domyślić, że jeśli mamy elektryczność, to prędzej czy później będziemy mieli wskrzeszanie umarłych. W "Przebudzeniu" też mamy ten motyw, ale miał on troszkę inny cel niż u Mary Shelley. Nie chodziło o sam powrót umarłego do żywych. Tym razem wskrzeszamy, aby zerknąć na drugą stronę. Musze przyznać, że King zaskoczył mnie tym razem swoją wizją. I przeraził jednocześnie. Dobra robota!
[KONIEC SPOJLERA]

W książce bardzo wyraźnie widać wpływy innych pisarzy, których wagę King podkreśla niejednokrotnie w wywiadach, wypowiedziach, wstępach i posłowiach swych powieści. Bez trudu znajdziemy Poego, Mary Shelley czy Lovecrafta. Moim zdaniem to zaleta, ponieważ oznacza to, że Stephen pomimo licznych sukcesów ciągle uczy się od innych. Ciągle zagląda do koszyczka z inspiracjami od jego osobistych mistrzów prozy. Uważam, że jeśli przestanie to robić, przestanie się rozwijać, a co za tym idzie - jego książki już nigdy nie będą miały tego "czegoś". W "Przebudzeniu" bardzo łatwo wyczuć, że King ciągle "jara się" tematyką horroru, religii, ludzkiego umysłu, wielowarstwowości świata i względności czasu. Jaram się i ja.

Jeśli miałabym opisać dwoma słowami, o czym jest ta książka, powiedziałabym: religia i rock 'n' roll. Czy samo to nie jest już najlepszą recenzją?


Podsumowanie: Pułkownik*****
Oprawa graficzna: 9/10 Całkiem fajna i spójna z treścią.




Za egzemplarz recenzyjny dziękuję 

Ps. Wraz z książką otrzymałam od Wydawnictwa świetne gadżety: napój energetyczny i kalendarz ścienny na 2015. Bardzo pomysłowe, szczególnie napój energetyczny wywołał uśmiech na mojej twarzy, pomimo, że nie pijam tego rodzaju rzeczy.

Podobno po ściągnięciu darmowej aplikacji na telefon i zeskanowaniu okładki książki pojawia się jakiś materiał multimedialny. U mnie nie działało. 





3 komentarze:

  1. Ta książka ma w sobie moc :D I dobrze! W końcu powraca King, który przeraża czytelnika do szpiku kości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a gdzieś sobie w ogóle poszedł? :)

      Usuń
  2. z pewnością przeczytam
    zapraszam do mnie
    www.zakladkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią

Misja: K.S.I.A.Ż.K.A. Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.