RANT - CHUCK PALAHNIUK (2007)


Są ludzie, którzy nigdy nie umierają. Są ludzie, którzy odkryli tajemnicę nieśmiertelności. Są ludzie, którzy potrafią sprawić, że będą żyć wiecznie. I wcale nie chodzi tu o pomnik ze spiżu. 

W Palahniuku zakochałam się przy okazji lektury "Fight Clubu". Było tak jak lubię: brutalnie, brudno, boleśnie szczerze. Bezpośrednio uderzało w najczulszy punkt. Obiecałam sobie, że przeczytam wszystkie książki autora. "Rant" jest jednym z przystanków prowadzących do zamierzonego celu. 

Zastanawialiście się kiedyś, jak to by było podróżować w czasie? Zmieniając przeszłość kreować swoją przyszłość na nowo? Czy zastanawialiście się kiedyś, czy wasz ojciec jest waszym prawdziwym ojcem? Owszem, macie ten sam nos, takie same oczy i w ten sam sposób drapiecie sie po tyłku, ale czy to jest wasz PRAWDZIWY ojciec? Czy jeśli założymy, że reinkarnacja istnieje, to czy jest prawdopodobieństwo, iż inkarnujemy się w samych siebie? Myśleliście kiedyś o tym? Ja też nie. Kiedy przeczytałam "Ranta" nie mogę wygonić tych myśli z głowy. 

Spokoju nie daje mi też inna kwestia. Kiedy byłam mała i szłam na grzyby mama zawsze powtarzała, że jak zobaczę lisa albo jelonka, to absolutnie nie wolno mi do niego podchodzić. Jeśli zwierzak nie ucieka, może być chory. Jeśli leci mu piana z pyska to na sto procent ma wściekliznę i pod żadnym pozorem nie wolno sie do niego zbliżać! A co jeśli ja chciałabym mieć wściekliznę? A co, jeśli choroba uśpiona w Twoim ciele otwiera drzwi do nowego postrzegania, dodatkowych doznań i zmysłów? Drzwi do nowego, lepszego życia. Kuszące, prawda?

"Rant" jest, poza świetną fabułą i zaskakujacymi pomysłami, dowodem na to, że jesteśmy tacy, jakimi nas widzą inni. Nigdy nie zostaniemy zapamiętani takimi, jakimi byliśmy naprawdę. Takie zjawisko po prostu nie istnieje. "Rant" to dziwaczna biografia, złożona z wypowiedzi osób znających tytułowego bohatera. Matka, lekarz, kolega z podwórka, kochanka, zaciekły wróg, sprzedawca samochodów... To oni zbudowali mu życie na nowo, opowiadając po swojemu jego historię.

Po ukazaniu się tej książki pojawiły się głosy, że jest to "Fight Club" na kółkach. To wielkie uproszczenie, ale w pewnym sensie także prawda. Zamiast masy złaknionych krwi, siniaków i mordobicia facetów mamy tutaj całą społeczność zafascynowaną stłuczkami samochodowymi. Dostajesz cynk: tego i tego dnia, taka i taka stylizacja. Wsiadasz w samochód i jedziesz. Cisza, spokój, w półmrok. Z rzadka jakiś kot przebiegnie przez ulicę, a gdzieniegdzie w cieniu budynków przemykają ludzie, którzy nie zdążyli wyprowadzić psa przed godzina policyjną. Jednym słowem: wieje nudą. BACH! ktoś uderza w Twoje auto. I jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze. I JESZCZE. Cofasz, zawracasz i spieprzasz. Po drodze widzisz samochód, zaparkowany w zacienionym miejscu. Jacyś nowożeńcy. Niewiele myśląc zaczynasz swoją szarżę. I tak do upadłego.

Palahniuk nie zawiódł mnie. Znalazłam tu wszystko, czego oczekiwałam: szybkie, zaskakujące zwroty akcji, dziwaczne, a zarazem logiczne pomysły, które wywaracają pojmowanie świata do góry nogami. Czego chcieć więcej? Więcej Palahniuka!


Podsumowanie: Pułkownik*****
Oprawa graficzna: 9/10 Spójna z treścią i dynamiczna.

Brak komentarzy:

Podziel się swoją opinią

Misja: K.S.I.A.Ż.K.A. Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.